Wycieczka na Turbacz

17 października 2018 roku uczniowie klas 4, 5 i 6 wraz z panią Anetą, panią Agnieszką i panem Gniewkiem wybrali się na wycieczkę na Turbacz. Wyruszyliśmy w środę o 8.00 i już o 9.30 w Rabce Zdrój spotkaliśmy się z przewodnikiem – panem Stanisławem Mlekodajem. Razem z nim odbyliśmy spacer po słynnym uzdrowisku, aż dotarliśmy do Parku Zdrojowego. Stamtąd, po cennych wskazówkach przewodnika (jak zdobyć szczyt bezpiecznie i bez utraty sił), wyruszyliśmy na sześciogodzinny spacer po górach. Po drodze zatrzymaliśmy się w 2 schroniskach: na Maciejowej i Starych Wierchach. Gdy czuliśmy zmęczenie, pan przewodnik zarządzał przerwę, więc odpoczywaliśmy też na kilku polanach przy szlaku. Za każdym razem, na najczęściej pojawiające się pytanie: Daleko jeszcze?, pan Stanisław odpowiadał: Piętnaście. Wszyscy odliczali, ale jakoś za każdym razem okazywało się, że po piętnastu mamy jeszcze piętnaście…

Ostatnim trudnym zadaniem okazały się strome schody prowadzące na szczyt. Dzieci były już naprawdę zmęczone, ale nikt się nie oddawał. Wyszliśmy na ostatnie 3 schodki i już widzieliśmy szczyt, co dodało nam otuchy i w końcu nam się udało. Po „piętnastu minutach” zdobyliśmy Turbacz – znaleźliśmy się na wysokości 1310 m n.p.m.

Stąd trzeba było zejść jeszcze do schroniska, ale znak wskazywał już tylko 10 minut. Tutaj skuteczną motywacją dla strudzonych i głodnych wędrowców okazała się wizja czekającego w schronisku kotleta. Dzięki temu ostatni dystans pokonaliśmy nawet szybciej, niż przewidział to przewodnik. Ostatecznie okazało się, że przeszliśmy ponad 17 km i spaliliśmy przy tym ponad 1000 kcal. Należała nam się nagroda! Po pysznym obiedzie mieliśmy godzinę na zakwaterowanie i szybką regenerację.

Wieczorem odbyły się zajęcia z rękodzieła, prowadzone przez przewodnika. Malowaliśmy na szkle i poznaliśmy historię tego rzemiosła. Wszystkim przepięknie wyszły prace, które jako pamiątki zabraliśmy do domu.

Następny dzień rozpoczęliśmy śniadaniem, potem pakowanie, aż wreszcie ok. 10.00, odprawieni przez GOPR, wróciliśmy z powrotem na szlak . Tym razem szliśmy żółtym szlakiem do Kowańca w Nowym Targu. Gdy po 9 km dotarliśmy na przystanek, jednogłośnie stwierdziliśmy, że ostatni etap podróży chcemy pokonać miejskim autobusem. Wysiedliśmy na Rynku w Nowym Targu, gdzie mogliśmy zjeść coś pożywnego, a na deser spróbować słynnych nowotarskich lodów.

Na koniec zbiórka, ostatnie grupowe zdjęcie i powrót autokarem do Bodzanowa.

Dumni z siebie, naładowani słońcem i pozytywną energią, a przede wszystkim zachwyceni pięknymi jesiennymi widokami, z pewnością często we wspomnieniach będziemy wracać do tych dwóch dni.

Martyna Grochot, kl.6,
Aneta Stanak

Dodaj komentarz